.
Mamy 12 389 opinii naszych Klientów
Zadaj pytanie » Zadaj pytanie »

Indywidualne Porady Prawne

Masz podobny problem?
Opisz nam go i zadaj pytania.

(zadanie pytania do niczego nie zobowiązuje)

Kłopoty z sąsiadami - hałasujące dzieci

Autor: Marek Gola • Opublikowane: 14.05.2014

Mam kłopoty z sąsiadami mieszkającymi nade mną. Często przyjeżdża do nich brat lub siostra z trójką małych dzieci i zostają na kilka dni. Dzieci strasznie hałasują: skaczą, krzyczą cały dzień. Ja mam chore serce i trudno mi to wytrzymać. Czy mogę złożyć jakiś pozew do sądu, by poradzić sobie w tej sytuacji, skoro moje prośby nie przynoszą skutku?


Masz podobny problem? Kliknij tutaj i zadaj pytanie.

Z treści Pana pytania wynika, iż ma Pan kłopoty z sąsiadami, do których przyjeżdża brat lub siostra z trójką małoletnich dzieci, które skaczą, hałasują.

 

Jako że nie wskazuje Pan na stan swojej wiedzy w zakresie przysługujących praw, pozwoli Pan, iż w pierwszej kolejności wskażę na przepisy prawa regulujące immisję, a następnie przejdę do orzecznictwa i poglądów literatury w odniesieniu do Pana problemu.

W kontekście rozpoznawanej sprawy wyraźnie podkreślić należy treść art. 144 Kodeksu cywilnego (w skrócie K.c.), zgodnie z którym „właściciel nieruchomości powinien przy wykonywaniu swego prawa powstrzymywać się od działań, które by zakłócały korzystanie z nieruchomości sąsiednich ponad przeciętną miarę, wynikającą ze społeczno-gospodarczego przeznaczenia nieruchomości i stosunków miejscowych”.

 

Stosownie do treści wyroku Sądu Najwyższego z dnia 14 maja 2002 r., sygn. akt V CKN 1021/2000, „treść art. 144 w związku z art. 222 § 2 kc pozwala na nałożenie na właściciela nieruchomości, z której pochodzą negatywne oddziaływania, obowiązków minimalizujących występujące immisje pośrednie”.

 

Wskazać należy na możliwość wystąpienia przez Pana wobec sąsiadów do sądu cywilnego z pozwem o zaniechanie naruszeń i przywrócenie stanu zgodnego z prawem. Podstawę prawną pozwu będzie przepis art. 144 K.c. Ustawodawca za pomocą art. 144 K.c ustanawia zakaz tylko takich działań właściciela nieruchomości, które przestają być uprawnieniem wynikającym z własności, a stają się działaniem bezprawnym, bez względu na winę tego, kto dopuścił się zakłóceń, i na szkodę wyrządzoną na nieruchomości sąsiedniej. Jako granicę określono przeciętną miarę zakłóceń, która wynika po pierwsze ze społeczno-gospodarczego przeznaczenia nieruchomości (w tym przypadku będą to cele mieszkalne), a po drugie ze stosunków miejscowych. Chodzi tu o tak zwany zakaz immisji pośrednich. Do ustalenia, czy mamy do czynienia z przekroczeniem przeciętnej miary, niezbędna jest ocena, czy działanie lub zaniechanie zakłóca korzystanie z nieruchomości ponad przeciętną miarę wynikającą nie tylko ze społeczno-gospodarczego przeznaczenia nieruchomości, ale także ze stosunków miejscowych.

 

Nie ulega wątpliwości, iż każdy właściciel nieruchomości lokalowej może w dopuszczalnych przez prawo granicach dokonywać różnych działań na swojej nieruchomości, których skutkiem jest zakłócenie korzystania z nieruchomości sąsiednich. Wyraźnie podkreślić należy jednak, że jeżeli dokonuje takich czynności, to powinien starać się o to, ażeby działania te nie przekraczały „przeciętnej miary”. W razie przekroczenia tej granicy właścicielowi nieruchomości sąsiedniej przysługuje roszczenie negatoryjne o zaniechanie naruszeń i przywrócenie stanu zgodnego z prawem.

 

Przy ocenie, czy „przeciętna miara” zakłócenia została przekroczona, należy mieć na uwadze sposób korzystania zarówno z nieruchomości wyjściowej, jak i z nieruchomości, na którą oddziaływanie jest skierowane.

 

W wyroku z 14 maja 2002 r., sygn. akt V CKN 1021/2000, Sąd Najwyższy trafnie uznał, że „roszczenie z art. 144 w zw. z art. 222 § 2 k.c. pozwala na nałożenie na właściciela nieruchomości, z której pochodzą negatywne oddziaływania, nie tylko obowiązku całkowitego zaprzestania działań stanowiących źródło immisji, ale także nałożenia na niego takich obowiązków, które doprowadzą do przywrócenia zakłóceń do granic »przeciętnej miary«, a więc dozwolonego negatywnego oddziaływania na nieruchomości sąsiednie”.

„Ustanowione w art. 144 kryterium zakłóceń (przeciętna miara) określone jest przez dwa czynniki połączone ze sobą koniunkcją »i«. Oznacza to, że do ustalenia, czy mamy do czynienia z przekroczeniem przeciętnej miary, niezbędna jest ocena, czy działanie lub zaniechanie zakłóca korzystanie z nieruchomości ponad przeciętną miarę wynikającą nie tylko ze społeczno-gospodarczego przeznaczenia nieruchomości, ale także ze stosunków miejscowych. Określenie »stosunki miejscowe« odnosi się zarówno do miejsca, jak i czasu (tak SN w orz. z 3 lipca 1969 r., II CR 208/69, OSPiKA 5/71, poz. 87), oznacza zaś zbiór nieokreślonych ilościowo desygnatów składających się na bardzo pojemne pojęcie charakteryzujące ocenę zakłóceń w danych, konkretnych okolicznościach. Ocena zakłóceń przy uwzględnieniu »stosunków miejscowych« powinna zapewnić powiązanie jej z konkretną, w danym miejscu i czasie, rzeczywistością, powinna zagwarantować, że nie będzie ona miała charakteru abstrakcyjnego, oderwanego od realiów.

Zgodnie z poglądem wyrażonym przez Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 22 listopada 1985 r., II CR 149/85 ocena »przeciętnej miary« w rozumieniu art. 144 kc musi być dokonana na podstawie obiektywnych warunków panujących w środowisku osób zamieszkujących na danym terenie, a nie na podstawie subiektywnych odczuć osób, których przestrzeń w miejscu zamieszkania w następstwie realizacji dalszych inwestycji (budowania dalszego budynku mieszkalnego) uległaby ograniczeniu. Pojęcie »przeciętna miara« w rozumieniu art. 144 kc zakłada obowiązek biernego znoszenia oddziaływania we wszelkiej postaci w określonym stopniu, jeżeli to oddziaływanie nie ma charakteru szykany. Elementem konkretnie współokreślającym »przeciętną miarę« jest społeczno-gospodarcze przeznaczenie nieruchomości i stosunki miejscowe” (S. Rudnicki, Najnowsze wydanie: Komentarz do kodeksu cywilnego. Księga druga. Własność i inne prawa rzeczowe, Warszawa 2007).

 

Konkludując wszystko powyższe, w mojej ocenie zasadne jest wytoczenia powództwa o zaniechanie naruszeń i przywrócenie stanu zgodnego z prawem. Zasadne jest jednak zebranie dowodów w postaci nagrań odgłosów słyszalnych u Pana w mieszkaniu. Zgodnie z art. 6 K.c. „ciężar udowodnienia faktu spoczywa na osobie, która z faktu tego wywodzi skutki prawne”. Innymi słowy jeżeli to Pan żąda, aby u sąsiadów zaniechano zabaw dzieci, zmuszony jest Pan do wykazania takich okoliczności. Najlepszym dowodem będą zeznania świadków oraz nagrania dźwięku dokonane za pomocą aparatu, kamery, dyktafonu, telefonu.

Nadto w mojej ocenie pierwszym krokiem winno być skierowanie pisma do zarządcy nieruchomości budynkowej, w której znajduje się Pana i sąsiadów lokal, aby to on w pierwszej kolejności wystosował pismo do sąsiadów. Konieczne jest nadto zapoznanie się z regulaminem spółdzielni mieszkaniowej, wspólnoty itp., w którym winien znajdować się zapis dotyczący wzajemnych sąsiedzkich stosunków. Nie ulega wątpliwości, iż nie jest Pan na przegranej pozycji w tej sprawie dotyczącej kłopotów z sąsiadami, ale konieczne jest zgromadzenie odpowiedniego materiału dowodowego.

 

Jeżeli chcesz wiedzieć więcej na ten temat – kliknij tutaj i zapytaj prawnika >>

 

Komentarze (2):

Uwaga!
Szanowni Państwo!
Nasi prawnicy nie odpowiadają na pytania zadawane w formie komentarza pod tekstem. Jeśli chcą Państwo powierzyć swój problem naszym prawnikom, prosimy kliknąć tutaj >>

  • 1 + 4 =

02.05.2018

Mam bardzo podobnie, od 3 lat... dzieci sąsiadów nie dają spokoju. Sąsiadka urodziła w ciągu 3,5 lat 2 dzieci. Mają 2 pokoje, ja jeden. Niemowlaki śpią za moją ścianą i tu spędzają czas bo to duży pokój. O ile z cierpliwością znosiłam nocne płacze niemowlęce - to rozumiem, o tyle, teraz kiedy to już są rozumne dzieci nie pojmuję, jak można pozwalać na całodniowe hałasy w bloku. Nie ma chwili ciszy ani spokoju, nie da się zjeść posiłku w spokoju, pracować, czytać książki ani spać dłużej niż do 5-6 w każdy dzień tygodnia. Dzieci wstają i się drą, do rodziców, na siebie wzajemnie, rzucają zabawkami i klockami w panele i w ścianę, ostatnio rozpoczęły się nowe zabawy - na balkonie - walenie w barierki i również krzyki ile gardło pozwoli. bez reakcji rodziców. i tak codziennie... Pomimo próśb sąsiedzi nie próbują nawet uspokajać dzieci. A wręcz po interwencji matka zaczęła dziecko podkręcać do głośnych zabaw i podkrzykiwania. zachowują się jakby mieli prawo do wszystkiego, bezkarnie. Nie mam już siły, jestem wyczerpana, niewyspana, zmęczona i znerwicowana. Płakać mi się chce jak mam czas spędzać w mieszkaniu... czy nie mam prawa do spokoju? czyje prawo jest ważniejsze? i kto tu komu to prawo odbiera? dzieci powinno się wychowywać i uczyć współżycia - w wielorodzinnym budownictwie - no przepraszam ale czy dzieci są nietykalnym pępkiem świata? chyba tylko dla rodziców z bezstresowym wychowaniem... prawo do spokoju ma każdy we własnym domu, a jeśli się wybiera mieszkanie w bloku powinno się uszanować sąsiadów i dołożyć starań aby zachować ciszę, i nie chodzi o zakaz zabaw a o uspokajanie i hamowanie głośnych i uciążliwych zachowań.

gość

22.01.2017

Dziękuję za tak wyrazistą i zrozumiałą odpowiedź. Sama szukam porady w necie, ponieważ nerwowo nie wytrzymuję już sąsiadki z I piętra (ja parter, łatwo się domyśleć) i jej dwójki dzieci. Na pewno skorzystam z porady eksperta. Prośbami, uprzejmymi wizytami, nie zdziałałam NIC przez rok.

Kosma

.
Porad przez Internet udzielają
prawnicy z dużym doświadczeniem:
Prawnicy

Zapytaj prawnika

Zadanie pytania do niczego nie zobowiązuje!
Wycenę wyślemy do 1 godziny
Szukamy ambitnego prawnika »