.
Mamy 12 842 opinii naszych Klientów
Zadaj pytanie » Zadaj pytanie »

Indywidualne Porady Prawne

Masz problem prawny i szukasz pomocy?
Kliknij TUTAJ i opisz nam swój problem w formularzu.

(zadanie pytania do niczego nie zobowiązuje)

Agregatory ofert zakupów grupowych

Autor: Jakub Bonowicz • Opublikowane: 19.01.2011

Chciałbym stworzyć serwis, który będzie zbierał oferty zakupów z różnych innych serwisów, natomiast samego zakupu internauta dokonywałby na stronie oferenta. Moja strona miałaby tylko zbierać tematycznie informacje o ofertach i je przedstawiać, oczywiście przy każdym ogłoszeniu podawałbym jej źródło, dzięki temu zainteresowani internauci nie musieliby odwiedzać kilku stron – znaleźliby bowiem interesujące ich ogłoszenia na mojej stronie. Chodzi więc o kopiowanie ofert i stąd pytanie: czy agregatory ofert, bo tak można by określić i mój serwis, działają legalnie, skoro kopiują ogłoszenia? Czy właściciel jakiegokolwiek serwisu mógłby zabronić mi pobierania ofert z jego strony?

Dodam, że mój serwis byłby bezpłatny. Dopiero w przyszłości, gdy stałby się popularny, chciałbym zarabiać na reklamach.


Masz podobny problem? Kliknij tutaj i zadaj pytanie.

Jak wynika z opisanego stanu faktycznego, istota problemu dotyczy tzw. „Internet huntingu” – czyli strony internetowej, która zajmuje się w jednym miejscu kolekcjonowaniem ogłoszeń z różnych miejsc internetu na określony temat. Ogłoszenia te nie są w żaden sposób modyfikowane, podawany jest przy nich link do strony głównej. Właściciel strony w żaden sposób nie podszywa się pod autora takich ogłoszeń, nie wskazuje jakichkolwiek z nim związków. Przeciwnie – sam wskazuje, iż jego strona ma właśnie zbierać oferty z różnych miejsc w internecie. Dzięki temu użytkownik w łatwiejszy sposób może wyszukać interesujące go informacje. Zamiast odwiedzać strony 10 różnych oferentów, odwiedza Pana stronę. Oszczędza też czas.

 

Strony hunterskie pełnią więc swego rodzaju funkcję tablic ogłoszeniowych czy reklamowych na dany temat. Można to porównać do następującej sytuacji. W dużym mieście organizowanych jest wiele imprez kulturalnych, ich ogłoszenia są jednak umieszczone w różnych miejscach: w teatrach, kinach, na kilku placach miasta. Ktoś wpada na pomysł, aby w centrum miasta wynająć jedną dużą tablicę, na której wywiesi wszystkie te ogłoszenia. Zalety takiego rozwiązania są niekwestionowane, a społeczna użyteczność – znaczna. Oczywiście może trudno byłoby sobie wyobrazić coś takiego w praktyce (tablica musiałaby być zapewne bardzo wielka), ale zamiast tablicy może być to po prostu punkt informacyjny ze wszystkimi ogłoszeniami.

 

Temat jest mi zresztą bardzo bliski, bo kiedyś sam wpadłem na pomysł zorganizowania serwisu informacyjnego, który miałby gromadzić informacje o wszystkich wydarzeniach naukowych (konferencjach, seminariach) w Łodzi. Ponieważ brak systemu centralnej informacji, efekt jest taki, że niekiedy ciężko jest znaleźć informację o interesującej nas konferencji, informacje te znajdują się na stronach uczelni, czasem wydziałów, czasem organizacji studenckich, w innym wypadku rozmaitych organizacji. Internauta nie ma czasu przeglądać ich wszystkich, często nawet nie wie, że niektóre strony istnieją. Natomiast gdyby istniał jeden centralny system informacji, to dostęp byłby znacznie łatwiejszy. System zbierałby informacje o wszelkich wydarzeniach naukowych i informacje te byłyby przedstawiane w jednej centralnej bazie.

 

Na temat agregatorów ogłoszeń toczy się dyskusja. Brak jak na razie szerszej analizy w literaturze i orzecznictwie. Przeciwnicy takiego rozwiązania podnoszą następujące argumenty:

 

  1. agregatory ofert korzystają w sposób bezprawny z dorobku serwisów ogłoszeniowych bez zgody właścicieli;
  2. agregatory naruszają prawa autorskie i prawa do baz danych serwisów ogłoszeniowych;
  3. agregatory pobierają treści z innych serwisów, mimo iż ich właściciele w regulaminach korzystania z nich zastrzegają zakaz korzystania z nich i rozpowszechniania bez zgody właściciela serwisu;
  4. agregatory dopuszczają się czynu nieuczciwej konkurencji w stosunku do właścicieli serwisów, ponieważ zarabiają na reklamach, a zarobki te uzależnione są od liczby odwiedzin – wiadomo, że im więcej pobranych ofert i im atrakcyjniejsze, tym więcej odwiedzin.

 

Natomiast właściciele agregatorów używają następujących argumentów:

 

  1. mechanizm działania agregatorów nie różni się niczym od działania wyszukiwarek;
  2. nie można w internecie zabronić przepływu informacji;
  3. nie można postawić zarzutu naruszenia praw autorskich, ponieważ ogłoszenia nie stanowią przedmiotu Prawa autorskiego;
  4. nie można postawić zarzutu naruszenia praw do baz danych, ponieważ mieści się to w ramach dozwolonego użytku publicznego (korzystanie z części nieistotnej);
  5. agregatory ofert nie stanowią konkurencji dla serwisów ogłoszeniowych, ponieważ nie udostępniają użytkownikom możliwości dodawania ogłoszeń do własnej bazy i nie zamierzają tego robić w przyszłości;
  6. agregatory ofert nie tylko nie wyrządzają szkody źródłowym serwisom ogłoszeniowym, wręcz przeciwnie – przysparzają im nowych klientów, znacznie podwyższają miesięczne statystyki tychże serwisów.

 

Odnosząc się do poszczególnych argumentów.

 

I. Co do naruszenia praw autorskich

 

Zgodnie z art. 1 ust. 1 ustawy z 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Pr. aut.) przedmiotem prawa autorskiego jest każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia (utwór). Aby dane dzieło mogło być objęte ochroną Prawa autorskiego, musi spełniać przesłanki indywidualności i twórczości.

 

W orzecznictwie przyjmuje się liberalną wykładnię przesłanek określonych w art. 1 Pr. aut., kwalifikując jako utwory wytwory działalności ludzkiej, charakteryzujące się chociażby w minimalnym stopniu oryginalnością. Możliwe jest zakwalifikowanie danego wytworu działalności człowieka jako utworu bez względu na wartość, użyteczność czy rozmiar oryginalności dzieła (wyrok Sądu Najwyższego z 15.11.2002 r. II CKN 1289/00). Ochronie podlegają nawet tzw. „drobne monety” (kleine Munze), m.in. wypisy, kolejowe rozkłady jazdy, informatory czy formularze. Bez znaczenia dla przyznania ochrony jest stopień twórczości uwidoczniony w dziele, wystarczy, aby w minimalnym zakresie wykazywało ono pewne elementy twórcze (tak m.in. SN w wyroku z dnia 31.03.1953 r. II C 834/52). Twórczość taka może polegać nawet na doborze, układzie czy zestawieniu kilku elementów (art. 3 Pr. aut.).

 

Dla stwierdzenia, czy dzieło ma w wystarczającym stopniu indywidualny charakter, często pomocna staje się sformułowana przez M. Kummera cecha statystycznej jednorazowości, na podstawie której należy odpowiedzieć na pytanie, czy jest statystycznie prawdopodobne stworzenie identycznego dzieła w przyszłości przez inną osobę. Autor podczas tworzenia dzieła powinien korzystać z pewnej swobody twórczej, a wynik jego działalności nie może być skutkiem rutynowych czynności, stanowiących jedynie odwzorowanie obowiązujących standardów (wyrok Sądu Apelacyjnego w Poznaniu z 18.05.2006 r. I ACa 1449/05). Ocena, czy dany efekt pracy umysłu ludzkiego stanowi utwór czy nie, wymaga jednak w każdym wypadku szczegółowej analizy pod kątem spełnienia przesłanek określonych w art. 1 Pr. aut.

 

W przeważającej części sytuacji ogłoszenia nie są objęte ochroną prawa autorskiego. Brak bowiem w nich cechy indywidualności i twórczości, są zwykle efektem czynności o charakterze rutynowym.

 

Powstaje jeszcze kwestia tego, iż część z przytaczanych ogłoszeń ma charakter fotografii. W związku z czym należy rozważyć aspekt ewentualnej ochrony tych fotografii z punktu widzenia Prawa autorskiego.

 

Artykuł 1 ust. 2 pkt 3 Pr. aut. wskazuje, że przedmiotem Prawa autorskiego są w szczególności utwory fotograficzne. Od razu trzeba jednak zaznaczyć, że nie każde zdjęcie (fotografia) jest utworem, a zatem nie każda podlega ochronie prawnoautorskiej.

 

W szczególności nie są chronione przez Prawo autorskie zdjęcia typu dokumentacyjnego, reprodukcje płaskich obiektów (druki, rysunki). Pewne wątpliwości pojawiały się w stosunku do zdjęć obiektów płaskich, niektórzy próbowali zaliczyć je do zdjęć chronionych Prawem autorskim, a mianowicie reprodukcje dzieł sztuki (obrazów, grafik, rysunków, tkanin artystycznych). Zwolennicy tego poglądu wskazywali, iż przecież np. obraz czy tkanina (gobelin) mają też swą fakturę, która czyni je trójwymiarowymi – nie są więc idealnie płaskie. A zatem ich sfotografowanie jest już sztuką, twórczością, bo jest to kwestia odpowiedniego ustalenia światła (A. Karpowicz: Autor – wydawca. Poradnik prawa autorskiego, Wydawnictwa Prawnicze, Warszawa 1999, s. 130). Jednakże przyjąć należy za tymże autorem stanowisko odmienne. Jeśli chodzi o fotografie wszystkich obiektów malarstwa, grafiki, rysunku, a także standardowych tkanin – to przy fotografii nie może być tutaj mowy o żadnej twórczości.

 

„Zgadzam się z tym, że wykonanie dobrej fotografii reprodukcyjnej to czasem niesłychanie trudna praca (z powodu znacznych rozmiarów obrazu bardzo utrudniającego zapewnienie równomiernego i bez odblasków oświetlenia, bardzo ciemnego kolorytu, umiejscowienia obrazu – np. na wysokości kilku metrów i niemożności zdjęcia go). Jest to jednak kwestia umiejętności czysto rzemieślniczych, często bardzo wysokich. Nie ma natomiast mowy o działaniu twórczym o pierwiastku intelektualnym – uważam wręcz, że jeżeli wydawca zamówił fotograficzną reprodukcję obrazu Wyspiańskiego, a fotograf, który ją wykonał, twierdzi, że widać w niej jego pierwiastek twórczy, to dyskwalifikuje tym samym owoc swojej pracy – na zdjęciu ma bowiem być widoczna wyłącznie sztuka Wyspiańskiego i absolutnie nic więcej. To, co wyżej piszę, dotyczy zresztą najtrudniejszych przypadków, a są one przecież tylko częścią tej pracy – na drugim biegunie znajdują się takie obiekty sztuki (rysunki, grafika), które może zreprodukować, także do celów wydawniczych, dobrej klasy kserokopiarka” (A. Karpowicz, op. cit.)

 

Przytaczam w tak duże części pogląd tego znamienitego autora, by ukazać rozróżnienie pomiędzy fotografiami twórczymi (które mogą być przedmiotem Prawa autorskiego) oraz fotografiami czysto reprodukcyjnymi (które nie są przedmiotem Prawa autorskiego, ponieważ brak w nich pierwiastka intelektualnego).

 

Skoro więc istnieją duże wątpliwości co do nadania statusu utworów nawet fotografiom obrazów czy dzieł, to tym bardziej nie można nadać fotografiom towarów czy np. lokali (restauracje) statusu utworów i objąć ich ochroną prawnoautorską. Zdjęcia te nie mają w sobie pierwiastka twórczego, fotografują jedynie pewien obiekt (np. lokal restauracyjny).

 

Przykładowo wystrój lokalu gastronomicznego może być objęty ochroną prawnoautorską, jeśli ma w sobie cechy oryginalności i twórczości, natomiast fotografia tego lokalu już nie. Nie zmienia tego faktu nawet zapis na stronie internetowej, gdzie zostały zamieszczone takie zdjęcia, iż „kopiowanie zdjęć, opisów oraz jakichkolwiek elementów znajdujących się na serwisie jest zabronione. Wszelkie prawa zastrzeżone, zgodnie z Ustawą z 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz.U.1994/24/83) (...) Kto bez uprawnienia albo wbrew jego warunkom w celu rozpowszechnienia utrwala lub zwielokrotnia cudzy utwór w wersji oryginalnej lub w postaci opracowania, artystyczne wykonanie, fonogram, wideogram lub nadanie, godząc się na ich rozpowszechnianie, podlega karze pozbawienia wolności do lat 2, karze ograniczenia wolności albo karze grzywny (art.117.1)”.

 

O tym bowiem, czy dane dzieło jest utworem czy nie, decydują czynniki obiektywne (wskazane w art. 1 ust. 1 Pr. aut.), a nie wola stron. Strony umowy ani właściciel serwisu nie może nadać statusu utworów dziełom, które nie spełniają przesłanek indywidualności i twórczości.

 

Oczywiście, w przypadku strony internetowej ze zdjęciami to, co podlega ochronie, to cała treść strony. Jeśli ktoś żywcem kopiuje całą stronę internetową, to dopuszcza się naruszenia Prawa autorskiego – ale do strony internetowej, a nie do poszczególnych jej elementów, które to nie wszystkie mają charakter twórczy i są przedmiotem prawa autorskiego.

 

Dla porządku dodać należy, iż kiedyś (jeszcze przed obowiązywaniem obecnej ustawy o prawie autorskim) utwory fotograficzne w ogóle co do zasady były wyłączone spod ochrony prawnoautorskiej. Jednakże autor zdjęcia mógł poczynić na zdjęciu (jakimkolwiek) notkę wraz ze znakiem copyright, która to powodowała, że zdjęcie podlegało ochronie. De facto o nadaniu zdjęciu statusu utworu decydował sam autor zdjęcia. Nawet zdjęcie, które nie miało w sobie pierwiastka twórczego (było zwykłym zdjęciem „użytkowym”) mogło więc podlegać ochronie prawnoautorskiej i to zależało od wyłącznej decyzji autora. Obecnie jednak sytuacja uległa zmianie – i to ustawa (a w razie sporu sąd) rozstrzyga, czy dany efekt twórczości jest przedmiotem Prawa autorskiego, czy nie.

 

II. Co do naruszenia praw do baz danych

 

Jest to chyba najważniejszy argument. Kwestię tę reguluje ustawa z 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych (Dz. U. z 2001 r. Nr 128, poz. 1402). Bazy danych, spełniające cechy utworu, podlegają ochronie określonej w ustawie niezależnie od ochrony przyznanej na podstawie ustawy z 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Bazą danych jest zgodnie z art. 2 ust. 1 pkt 1) zbiór danych lub jakichkolwiek innych materiałów i elementów, zgromadzonych według określonej systematyki lub metody, indywidualnie dostępnych, w jakikolwiek sposób, w tym środkami elektronicznymi, wymagającymi istotnego, co do jakości lub ilości, nakładu inwestycyjnego w celu sporządzenia, weryfikacji lub prezentacji jego zawartości. Baza ogłoszeń na serwisie ogłoszeniowym może stanowić bazę danych.

 

Art. 7 ust. 1 reguluje tzw. dozwolony użytek publiczny baz danych. Zgodnie z tym przepisem producent bazy danych udostępnionej publicznie (a to tyczy się serwisów internetowych) w jakikolwiek sposób nie może zabronić użytkownikowi korzystającemu zgodnie z prawem z takiej bazy danych pobierania lub wtórnego wykorzystywania w jakimkolwiek celu nieistotnej, co do jakości lub ilości, części jej zawartości.

 

Zgodnie z art. 2 pkt 3) wtórne wykorzystywanie oznacza publiczne udostępnienie bazy danych w dowolnej formie, a w szczególności poprzez bezpośrednie rozpowszechnianie, bezpośrednie przekazywanie lub najem, z wyjątkiem wypożyczenia bazy danych (art. 3).

 

Jeśli więc pobiera Pan i publicznie rozpowszechnia nieistotną część bazy danych (np. tylko niektóre ogłoszenia), to korzystanie takie jest zgodne z prawem.

 

A jeśli właściciel serwisu ogłoszeniowego napisze w regulaminie, że zakazuje pobierania i wykorzystywania jakichkolwiek treści i ogłoszeń zamieszczonych w jego serwisie? Takie postanowienie jest sprzeczne, ponieważ regulamin jest umową określającą warunki korzystania z serwisu przez użytkownika, a zgodnie z art. 7 ust. 4 postanowienia umowy sprzeczne z ust. 1 i 2 są nieważne. Oznacza to, że przepisy o dozwolonym użytku publicznym bazy danych mają charakter bezwzględnie obowiązujący i nie można ich wyłączyć w drodze umowy (także regulaminu korzystania z serwisu internetowego).

 

Ponadto zgodnie z art. 7 ust. 3 korzystanie, o którym mowa w ust. 1, nie może naruszać normalnego korzystania z baz danych lub godzić w słuszne interesy producenta baz danych (właściciela serwisu ogłoszeniowego). Zauważyć należy, iż zwykle takie korzystanie nie tylko nie godzi w słuszne interesy właścicieli serwisów ogłoszeniowych, ale wręcz przeciwnie – przysparza im nowych klientów, bo internauci w dużo łatwiejszy sposób wynajdują interesującą ich informację.

 

Oczywiście, w pewnych wypadkach można sobie wyobrazić, iż agregator ofert godziłby w słuszne interesy producenta baz danych. Załóżmy, iż ktoś ma stronę ogłoszeń sprzedaży sukien ślubnych, a na agregatorze, obok ogłoszeń sprzedaży sukien ślubnych, znalazłyby się np. ogłoszenia o charakterze prostytucyjnym. O tym będzie jeszcze mowa niżej.

 

III. Co do czynu nieuczciwej konkurencji

 

Zgodnie z ustawą z 16 kwietnia 1993 r. o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji (art. 3 ust. 1) czynem nieuczciwej konkurencji jest działanie sprzeczne z prawem lub dobrymi obyczajami, jeżeli zagraża lub narusza interes innego przedsiębiorcy lub klienta. Ponadto, zgodnie z art. 10 ust. 1 czynem nieuczciwej konkurencji jest takie oznaczenie towarów lub usług albo jego brak, które może wprowadzić klientów w błąd co do pochodzenia, ilości, jakości, składników, sposobu wykonania, przydatności, możliwości zastosowania, naprawy, konserwacji lub innych istotnych cech towarów albo usług, a także zatajenie ryzyka, jakie wiąże się z korzystaniem z nich.

 

Aby czyn taki mógł wchodzić w grę, pomiędzy powodem a pozwanym powinien istnieć stosunek konkurencji (wyrok Sądu Polubownego ds. Domen Internetowych z 23.03.2006 r., sygn. akt 22/05/PA). Nadto, naruszenie przepisów musi dać naruszającemu konkurencyjną przewagę nad innymi podmiotami (J. Szwaja, M. Kępiński, M. Mozgawa, S. Sołtysiński, J. Szwaja, I. Wiszniewska, Ustawa o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, Komentarz, J. Szwaja (red.), Warszawa 2000, s. 118. Do zajścia czynu nieuczciwej konkurencji musi ponadto istnieć ryzyko pomyłki pomiędzy działalnością powoda a pozwanego.

 

W związku z tym trudno tutaj mówić o czynie nieuczciwej konkurencji. Po pierwsze dlatego, iż właściciele agregatorów ogłoszeń w żaden sposób nie konkurują z właścicielami serwisów źródłowych. Agregatory nie udostępniają bowiem użytkownikom możliwości dodawania ogłoszeń do własnej bazy (i jest to bardzo istotny argument). Dopiero gdyby taka możliwość istniała, to wówczas czyn nieuczciwej konkurencji mógłby wchodzić w grę, ponieważ właściciel agregatora gromadziłby cudze ogłoszenia (by zwiększyć oglądalność) i jednocześnie zamieszczał własne (by użytkownicy, którzy chcą przejrzeć cudze ogłoszenia czytali jego ogłoszenia – wtedy byłby to akademicki przykład czynu nieuczciwej konkurencji).

 

Po drugie, należy pamiętać o tym, iż właściciel agregatora ofert nie może w żaden sposób „podszywać się” pod właściciela ogłoszeń. W każdym momencie bowiem użytkownik agregatora powinien mieć pewność, że strona, którą odwiedza, jest jedynie agregatorem ogłoszeń i ogłoszenia, które ogląda, pochodzą ze strony źródłowej. Użytkownik musi być przekierowany na stronę źródłową.

 

Krótko mówiąc, właściciel agregatora może odnosić korzyści z tego, że użytkownicy korzystają z jego strony jako agregatora (tj. aby wyszukać ogłoszenie), a nie z tego, że korzystają z jego strony po to, by skorzystać z konkretnego ogłoszenia. Bo skorzystanie z konkretnego ogłoszenia powinno odbywać się już na stronie źródłowej i ogłoszenie to powinno być kojarzone ze stroną źródłową.

 

W tym sensie rzeczywiście zasadna jest analogia do wyszukiwarek internetowych, które służą tylko i wyłącznie do wyszukania określonych stron i z samej istoty muszą używać ich nazwy (chociażby była ona np. zastrzeżona jako znak towarowy).

 

IV. Co do ogólnych zasad prawa internetu – agregator ofert działa w sposób oparty na linkach

 

Swego czasu zajmowałem się sporo tym tematem, pisząc o tym w sposób następujący: „Internet bez linków jest jak samochód bez kół. Można go uruchomić, ale nigdzie się za jego pomocą nie dotrze. To dzięki odnośnikom możemy błyskawicznie podróżować po sieci i przenosić się w każde wskazane takim przekierowaniem miejsce – z jednej strony internetowej na inną, ze strony na podstronę, czy też do innego źródła”.

 

Niewątpliwie funkcjonowanie przekierowań jest w interesie publicznym. Dzięki nim zapewnia się szybkość i sprawność dostępu do danych, która to jest jedną z podstawowych cech społeczeństwa informacyjnego (information socjety) i lokomotywą gospodarki. Zasada wolności przepływu informacji w internecie oraz łatwości i powszechności dostępu do nich, choć nie została wprost wyrażona w żadnym przepisie prawa, nie budzi wątpliwości. Co ciekawe, wyprowadza się ją z... wolności słowa [orzeczenie sądu amerykańskiego w Atlancie z 07.08. 1997 r. w sprawie American Civil Liberties i inni v. Miller – American Civil Liberties Union of Georgia et. al. v. Miller; 96CV.2475MH (1997)]. Potwierdzone zostało to w orzeczeniu w sprawie Reno v. American Civil Liberties Union [Reno v. American Civil Liberties Union of Georgia, 512 U.S. 844 (1997)]. Zobacz też: Virginia v. American Booksellers Association, 484 U.S. 383 (1988) oraz American Libraries Association v. Pataki, 969 F.Supp. 160 (1997). Wolność ta może jednak w pewnych sytuacjach doznawać ograniczeń, jeśli koliduje ona z interesem społecznym (publicznym) lub też prywatnym, w taki sposób iż temu ostatniemu trzeba przyznać pierwszeństwo.

 

Działania agregatora ogłoszeń wydają się jak najbardziej użyteczne, zarówno od strony użytkowników – internautów jak i ze strony właścicieli serwisów źródłowych, bo klienci mają ułatwiony dostęp do ich oferty.

 

V. Co do innych przepisów

 

Ponadto trzeba wskazać, że działanie agregatora nie może naruszać innych przepisów prawa, w szczególności nie może naruszać dóbr osobistych osób fizycznych, jednostek organizacyjnych lub prawnych (osoby prawne też mają dobra osobiste – art. 43 Kodeksu cywilnego! a jednym z nich jest renoma, dobre imię, pozycja rynkowa).

 

Ten przykład już wskazywałem. Wyobraźmy sobie, iż agregator ofert zbiera oferty z kilku branż. Z jakiegoś powodu w dziale „rozwody” pojawiło się ogłoszenie profesjonalnej kancelarii prawnej zajmującej się rozwodami, a z drugiej np. ogłoszenie agencji towarzyskiej oferującej usługi dla osób spragnionych „przyjemności” po rozwodzie. W takim wypadku zamieszczenie takiego ogłoszenia w sąsiedztwie ogłoszenia renomowanej kancelarii prawnej niewątpliwie narusza dobra osobiste kancelarii. To samo można by powiedzieć, gdyby np. obok ogłoszenia reklamującego kosmetyki Dior znalazło się ogłoszenie np. sprzedawcy trutek na myszy. Ogłoszenie renomowanej restauracji nie powinno sąsiadować np. z reklamą budki z hot-dogami. Jest to oczywiście kwestia techniczna – trzeba tak napisać skrypt agregatora, by do takich sytuacji nie dochodziło.

Jeśli masz podobny problem prawny, zadaj pytanie naszemu prawnikowi (przygotowujemy też pisma) w formularzu poniżej  ▼▼▼

Indywidualne porady prawne

Zadanie pytania do niczego nie zobowiązuje!
Wycenę wyślemy do 1 godziny

Komentarze (0):

Uwaga!
Szanowni Państwo!
Nasi prawnicy nie odpowiadają na pytania zadawane w formie komentarza pod tekstem. Jeśli chcą Państwo powierzyć swój problem naszym prawnikom, prosimy kliknąć tutaj >>

  • X plus trzy =
.
Porad przez Internet udzielają
prawnicy z dużym doświadczeniem:
Prawnicy

Zapytaj prawnika

Zadanie pytania do niczego nie zobowiązuje!
Wycenę wyślemy do 1 godziny
Szukamy ambitnego prawnika »

spadek.info

prawo-budowlane.info

odpowiedziprawne.pl